Mój pamiętnik

Polecamy:

Mój pamiętnik
historie z mojego pamietnika

Oto trzy wybrane notatki:

KARUZELA
trzecia notatka

Gdy do naszego miasta przyjechało pierwszy raz wesołe miasteczko, wszyscyśmy zaraz po szkole biegli, żeby pojeździć karuzelą, lub na diabelskim młynie. Po latach chadzałem do wesołego miasteczka ze swoim małym synkiem, bo tak jak i ja był zaaferowany tym wielkim wydarzeniem w naszej małej społeczności. Ostatniej niedzieli, zaraz po obiedzie zabraliśmy z żoną Adasia na przejażdżkę karuzelą, a żona tej naszej wyprawy o mało zdrowiem nie przypłaciła. Już mieliśmy naszego malucha wsadzać na jednego z koników, które są na karuzeli, ale Adaś uciekł nam do strzelnicy. Opatrzność widać czuwała nad nami, bo gdy nasz synek celował w puszki, żeby wygrać pluszowego misia, to na karuzeli wydarzył się wypadek. Jeden z dzieciaków z konika spadł i tak się nieszczęśliwie stało, że wpadł pod karuzelę. Cały połamany. Poczułem się jak bohater filmu "Oszukać przeznaczenie".

ŚMIERĆ KLINICZNA
drugia notatka

Nigdy bym nie pomyślał, że spotka mnie przeżycie z pogranicza 2 światów. Czytywałem niegdyś namiętnie relacje ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną i opisywali swoje wrażenia z przestrzeni między naszym istnieniem, a istnieniem poza naszą rzeczywistością. Nie sądziłem, że kiedykolwiek ja będę też mógł coś takiego zrelacjonować. Był bardzo ciepły dzień. Po pracy poszedłem nad staw, żeby się wykąpać. Na brzegu było tylko 2 chłopaków, może 15, może 16 letnich, którzy bujając się na linie zawieszonej na drzewie, wskakiwali do wody. Byłem na środku stawu, gdy zabolało mnie serce. Zawróciłem do brzegu i może potrwało z minutę, jak straciłem świadomość. Tunel, światło i uczucie nieskończonego dobra, to uczucia które będą mi towarzyszyć do końca życia. Moi wybawcy zachowali się jak przystało na prawdziwych bohaterów, a ja przewartościowałem wszelkie wartości na tym łez padole.

WYCIECZKOWICZE
pierwsza notatka

Nasza podróż do Budapesztu zwróciła się nam podwójnie. Wybraliśmy się na wycieczkę, by trochę pozwiedzać stolicę naszych bratanków i przy okazji coś tam przehandlować. Przez dwa dni łaziliśmy do Budzie i Peszcie i namiętnie zwiedzalismy wszystko, co warto zaobaczyć. Naprawdę piękne miasto - przewodnicy mówią, że nawet dużo ładniejze od Wiednia. Trzeciego dnia zwiedzaliśmy głównie bazary, bo mieliśmy parę rzeczy do sprzedania - głównie kryształy i ciuchy robocze. To był taki czas, że takie rzeczy jeszcze szły. Gdy czwartego dnia wsiadaliśmy do pociągu, to z satysfakcją, że zwiedziliśmy piękne, historyczne miasto, a podróż ta nie tylko nas nic nie kosztowała, ale jeszcze co, nieco zarobiliśmy. Jaka była nasza radość, gdy w przedziale znaleźliśmy portfel wypchany forintami. To jak wygrana na loteryjce. Los zamieniliśmy na następną wycieczkę - tym razem do Rzymu.