-
Wybierz piątą notatkę:
- ZŁAZ NOCNY
- KARUZELA
- AKTORZY
- LUNATYK
- TURCJA
- ŚMIERĆ KLINICZNA
- ZIELONA GRANICA
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- KARUZELA, IWONA
- SYLWESTER, LUNATYK, ZJAWA, TURCJA, WYCIECZKOWICZE
- AKTORZY, KARUZELA, ZŁAZ NOCNY, IWONA, ZIELONA GRANICA
- ZJAWA, TURCJA, WYCIECZKOWICZE, ŚMIERĆ KLINICZNA, ZIELONA GRANICA
- LUNATYK, ZJAWA, TURCJA, WYCIECZKOWICZE, ŚMIERĆ KLINICZNA
- KARUZELA, ZŁAZ NOCNY, IWONA, ZIELONA GRANICA, ŚMIERĆ KLINICZNA
- SYLWESTER, ZŁAZ NOCNY, ŚMIERĆ KLINICZNA, IWONA, ZIELONA GRANICA
- ZŁAZ NOCNY, IWONA, ZIELONA GRANICA, ŚMIERĆ KLINICZNA, WYCIECZKOWICZE
- ZIELONA GRANICA, LUNATYK, KARUZELA, ZŁAZ NOCNY
Mój pamiętnik
historie z mojego pamietnika
Oto cztery wybrane notatki
IWONA
czwarta notatka
Pamiętam - jeszcze za dzieciaka byłem zafascynowany pewną kobietą. Miałem 12, a może 13 lat, pomału zaczynały we mnie krążyć soki, stawałem się mężczyzną i z czasu tego pamiętam Iwonę. Młoda, piękna, wysoka, z długimi blond włosami. Zamieszkała w naszej wsi u swojej rodziny, bo w sąsiednim Poznaniu uczęszczała na studia, to tutaj miała kwaterę. Był ciepły, czerwcowy wieczór i zauważyłem, że idzie objęta wpół z jakimś żołnierzem. Pomyślałem, ze wojak przyjechał na przepustkę i odwiedził tu swoją Iwonę. Chowając się po krzakach pozedłem za nimi. Raz po raz miałem wrażenie, że jestem zdekonspirowany, bo Iwona oglądała się za siebie. Kiedy wyszli pod sam las, już daleko za wsią i usiedli na kupce siana, to się zaczęło. Najpierw zaczęłi się całować, ale gdy wojak włożył jej rękę pod spódnicęi stał się natarczywy, to Iwona zaczęła się wyrywać. Z całej tej szamotaniny pojąłem, że to już jest gwałt. Jednym susem znalazłem się przy wojaku i okładałem go na oślep pięściami. Iwona do dziś jest mi wdzięczna.
SYLWESTER
trzecia notatka
Pamiętam ostatniego Sylwestra w Tatrach. Wybraliśmy się naszą paczką na Słowację. Pensjonat kosztował nas nawet mniej niż w Zakopanem, a miasteczko naszych sąsiadów równie piękne, co Zakopane. Bal mieliśmy wykupiony w jednym z miejscowych hoteli, a bawiliśmy się naprawdę świetnie. Tak zabawnej historii, jak przydarzyła się naszemu koledze, to rzadko bywa. Nasz Januszek powiedział swojej żonie, że jedzie z nami na Sylwestra do Zakopanego, a jego żona miała w tym czasie pracować, więc wyjątkowo dostał od ślubnej dyspensę. Na Słowację zabrał swoją kochankę i traf chciał, że właśnie tu spotkał się z nikim innym, jak ze swoją własną żoną. Wpadli oboje, bo ona nie dość, że nie miała dyżuru, to teŻ przyjechała tu z gachem. Jaki ten świat mały i nie tylko człowiek z człowiekiem, ale i mąż z żoną się zawsze spotka.
ZJAWA
drugia notatka
Nigdy nie wierzyłem zbytnio w duchy i stwory nie z tego świata, ale to co mi się przydarzyło do dziś mrozi mi krew w żyłach. Kiedy tylko pomyślę o wydarzeniach tamtej sobotniej nocy, to ogarnia mnie od razu chłód. Czuję, jak ciepło odpływa z dłoni i stóp, a twarz staje się lodowata, jak u umarlaka. Byłem na wakacjach u mojego wujowstwa na wsi i kuzynka zabrała mnie na ichnią dyskotekę, tyle tylko że musieliśmy dojechać do sąsiedniej wsi. Gośka poczuła się źle, głowa ją rozbolała, więc po jakiejś godzinie zabawy pojechała do domu. Ja zostałem, bo poznałem fajną dziewczynę i chciałem jeszcze potańczyć. Przyszło mi potem wracać na nogach, a wstawiony byłem nieźle. W połowie drogi spotkałem kobietę, która przytrzymywała mnie za rękę i ciągnęła za sobą. Nic nie mówiła, nie odzywała się nawet, gdy ją o coś pytałem. Po 2,3 minutach szamotaniny nagle tak zniknęła, jak się pojawiła, a ja od razu wytrzeźwiałem. Miałem kontakt z prawdziwą zjawą.
WYCIECZKOWICZE
pierwsza notatka
Nasza podróż do Budapesztu zwróciła się nam podwójnie. Wybraliśmy się na wycieczkę, by trochę pozwiedzać stolicę naszych bratanków i przy okazji coś tam przehandlować. Przez dwa dni łaziliśmy do Budzie i Peszcie i namiętnie zwiedzalismy wszystko, co warto zaobaczyć. Naprawdę piękne miasto - przewodnicy mówią, że nawet dużo ładniejze od Wiednia. Trzeciego dnia zwiedzaliśmy głównie bazary, bo mieliśmy parę rzeczy do sprzedania - głównie kryształy i ciuchy robocze. To był taki czas, że takie rzeczy jeszcze szły. Gdy czwartego dnia wsiadaliśmy do pociągu, to z satysfakcją, że zwiedziliśmy piękne, historyczne miasto, a podróż ta nie tylko nas nic nie kosztowała, ale jeszcze co, nieco zarobiliśmy. Jaka była nasza radość, gdy w przedziale znaleźliśmy portfel wypchany forintami. To jak wygrana na loteryjce. Los zamieniliśmy na następną wycieczkę - tym razem do Rzymu.
