Mój pamiętnik

Polecamy:

Mój pamiętnik
historie z mojego pamietnika

Oto trzy wybrane notatki:

WYCIECZKOWICZE
trzecia notatka

Nasza podróż do Budapesztu zwróciła się nam podwójnie. Wybraliśmy się na wycieczkę, by trochę pozwiedzać stolicę naszych bratanków i przy okazji coś tam przehandlować. Przez dwa dni łaziliśmy do Budzie i Peszcie i namiętnie zwiedzalismy wszystko, co warto zaobaczyć. Naprawdę piękne miasto - przewodnicy mówią, że nawet dużo ładniejze od Wiednia. Trzeciego dnia zwiedzaliśmy głównie bazary, bo mieliśmy parę rzeczy do sprzedania - głównie kryształy i ciuchy robocze. To był taki czas, że takie rzeczy jeszcze szły. Gdy czwartego dnia wsiadaliśmy do pociągu, to z satysfakcją, że zwiedziliśmy piękne, historyczne miasto, a podróż ta nie tylko nas nic nie kosztowała, ale jeszcze co, nieco zarobiliśmy. Jaka była nasza radość, gdy w przedziale znaleźliśmy portfel wypchany forintami. To jak wygrana na loteryjce. Los zamieniliśmy na następną wycieczkę - tym razem do Rzymu.

AKTORZY
drugia notatka

Na wakacje pojechaliśmy nad morze. Chciało się nam kąpieli i byczenia na plaży, więc wybraliśmy Niechorze. Plaża ładna, szeroka, czysta, a do tego wiele się jeszcze tam działo. Pomijam te wszystkie budowle nad morzem - zamki, zjeżdżalnie, które poustawiane były tam specjalnie dla dzieci, ale najważniejsze było to, że stale spotykalśmy tu jakieś znane osoby z wielkiego świata. Spotkanie z Lindą będziemy pamiętać do końca życia. Przechadzał się z żoną nad samym morzem, a nasza córa nie mogła wytrzymać i pobiegła poprosić o autograf. Autograf, autografem, ale później okazało się, że aktor mieszka tam, gdzie i my, a do tego jadał przy sąsiednim stoliku. Jak w ostatnim dniu pobytu w Niechorzu spotkaliśmy przy latarni Radka Pazurę, moja córka była cała w skowronkach. Nie codziennie można sobie przecież zrobić zdjęcie ze znanym aktorem. Od tego czasu takie zdjęcia to jej obsesja.

TURCJA
pierwsza notatka

Takiej historii nie chciałby przeżyć żaden człowiek. Byliśmy z dziewczyną na wakacjach w Turcji i czas spędziliśmy miło. Oboje byliśmy zadowoleni z pobytu i aż nam było żal wyjeżdżać. Na lotnisku w Ankarze pojawiliśmy się dobrą godzinę przed odprawą, żeby uniknąć niepotrzebnego stania w kolejce, czego naprawdę nienawidzę. Bagaż zostawiliśmy w przechowalni i poszliśmy do tamtejszej restauracji, by przed wylotem skosztować jeszcze kebaba. Przy odprawie urzędnik znalazł w mojej walizce jednak narkotyki - to tak, jakbym dostał obuchem w głowę. Mogłem się tłumaczyć, ale czy moja dziewczyna wierzyła? Spędziłem cały dzień na policji, na przesłuchaniach, które zmieniały się z godziny na godzinę na coraz mniej cywilizowane. Po około 10 godzinach koszmaru zwolniono mnie jednak, bo się okazało, że w przechowalni bagażu przemytnicy namierzali lecących do Warszawy i pdkładali im narkotyki. Przeżyłem grozę, ale udało mi się uniknąć bezodstawnego oskarżenia - do Turcji już nie pojadę.