Mój pamiętnik

Polecamy:

Mój pamiętnik
historie z mojego pamietnika

Oto trzy wybrane notatki:

WYCIECZKOWICZE
trzecia notatka

Nasza podróż do Budapesztu zwróciła się nam podwójnie. Wybraliśmy się na wycieczkę, by trochę pozwiedzać stolicę naszych bratanków i przy okazji coś tam przehandlować. Przez dwa dni łaziliśmy do Budzie i Peszcie i namiętnie zwiedzalismy wszystko, co warto zaobaczyć. Naprawdę piękne miasto - przewodnicy mówią, że nawet dużo ładniejze od Wiednia. Trzeciego dnia zwiedzaliśmy głównie bazary, bo mieliśmy parę rzeczy do sprzedania - głównie kryształy i ciuchy robocze. To był taki czas, że takie rzeczy jeszcze szły. Gdy czwartego dnia wsiadaliśmy do pociągu, to z satysfakcją, że zwiedziliśmy piękne, historyczne miasto, a podróż ta nie tylko nas nic nie kosztowała, ale jeszcze co, nieco zarobiliśmy. Jaka była nasza radość, gdy w przedziale znaleźliśmy portfel wypchany forintami. To jak wygrana na loteryjce. Los zamieniliśmy na następną wycieczkę - tym razem do Rzymu.

TURCJA
drugia notatka

Takiej historii nie chciałby przeżyć żaden człowiek. Byliśmy z dziewczyną na wakacjach w Turcji i czas spędziliśmy miło. Oboje byliśmy zadowoleni z pobytu i aż nam było żal wyjeżdżać. Na lotnisku w Ankarze pojawiliśmy się dobrą godzinę przed odprawą, żeby uniknąć niepotrzebnego stania w kolejce, czego naprawdę nienawidzę. Bagaż zostawiliśmy w przechowalni i poszliśmy do tamtejszej restauracji, by przed wylotem skosztować jeszcze kebaba. Przy odprawie urzędnik znalazł w mojej walizce jednak narkotyki - to tak, jakbym dostał obuchem w głowę. Mogłem się tłumaczyć, ale czy moja dziewczyna wierzyła? Spędziłem cały dzień na policji, na przesłuchaniach, które zmieniały się z godziny na godzinę na coraz mniej cywilizowane. Po około 10 godzinach koszmaru zwolniono mnie jednak, bo się okazało, że w przechowalni bagażu przemytnicy namierzali lecących do Warszawy i pdkładali im narkotyki. Przeżyłem grozę, ale udało mi się uniknąć bezodstawnego oskarżenia - do Turcji już nie pojadę.

LUNATYK
pierwsza notatka

Na pierwszych koloniach, na których byłem zaraz po drugiej klasie podstawówki działo się wiele imponujących rzeczy. Mieszkałem w pokoju ze starszymi kolegami i to od nich uczyłem się wiele. Rodzice potem tylko załamywali ręce, że taka kolonia to funkcji resocjalizacyjnej na pewno nie spełnia i z syna tylko urwisa zrobiła. Dla mnie jednak wydarzenia tych 2 tygodni na długo pozostaną w pamięci, a nawet do końca życia pozostaną swoistą traumą. Jeden z moich kolegów miał bardzo szczególne właściwości - przyciągał do siebie metalowe przedmioty, które kleiły się do niego jak do magnesu. Dla każdego byłoby to ciekawe, ale już lunatykowanie to przebój nad przeboje. Gdy Radek o mało co nie spadł z dachu, bo koledzy go w odpowiednim czasie złapali, to poczułem się jak bohater, bo to ja zauważyłem niebezpieczeństwo i powiadomiłem kolegów. Do końca turnusu jednak bałem się zasnąć, by i ze mną nie wydarzyło się nic podobnego.