Mój pamiętnik

Polecamy:

Mój pamiętnik
historie z mojego pamietnika

Gratulujemy wyboru:

zapisz ranking

ŚMIERĆ KLINICZNA
piąta notatka

Nigdy bym nie pomyślał, że spotka mnie przeżycie z pogranicza 2 światów. Czytywałem niegdyś namiętnie relacje ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną i opisywali swoje wrażenia z przestrzeni między naszym istnieniem, a istnieniem poza naszą rzeczywistością. Nie sądziłem, że kiedykolwiek ja będę też mógł coś takiego zrelacjonować. Był bardzo ciepły dzień. Po pracy poszedłem nad staw, żeby się wykąpać. Na brzegu było tylko 2 chłopaków, może 15, może 16 letnich, którzy bujając się na linie zawieszonej na drzewie, wskakiwali do wody. Byłem na środku stawu, gdy zabolało mnie serce. Zawróciłem do brzegu i może potrwało z minutę, jak straciłem świadomość. Tunel, światło i uczucie nieskończonego dobra, to uczucia które będą mi towarzyszyć do końca życia. Moi wybawcy zachowali się jak przystało na prawdziwych bohaterów, a ja przewartościowałem wszelkie wartości na tym łez padole.

TURCJA
czwarta notatka

Takiej historii nie chciałby przeżyć żaden człowiek. Byliśmy z dziewczyną na wakacjach w Turcji i czas spędziliśmy miło. Oboje byliśmy zadowoleni z pobytu i aż nam było żal wyjeżdżać. Na lotnisku w Ankarze pojawiliśmy się dobrą godzinę przed odprawą, żeby uniknąć niepotrzebnego stania w kolejce, czego naprawdę nienawidzę. Bagaż zostawiliśmy w przechowalni i poszliśmy do tamtejszej restauracji, by przed wylotem skosztować jeszcze kebaba. Przy odprawie urzędnik znalazł w mojej walizce jednak narkotyki - to tak, jakbym dostał obuchem w głowę. Mogłem się tłumaczyć, ale czy moja dziewczyna wierzyła? Spędziłem cały dzień na policji, na przesłuchaniach, które zmieniały się z godziny na godzinę na coraz mniej cywilizowane. Po około 10 godzinach koszmaru zwolniono mnie jednak, bo się okazało, że w przechowalni bagażu przemytnicy namierzali lecących do Warszawy i pdkładali im narkotyki. Przeżyłem grozę, ale udało mi się uniknąć bezodstawnego oskarżenia - do Turcji już nie pojadę.

ZJAWA
trzecia notatka

Nigdy nie wierzyłem zbytnio w duchy i stwory nie z tego świata, ale to co mi się przydarzyło do dziś mrozi mi krew w żyłach. Kiedy tylko pomyślę o wydarzeniach tamtej sobotniej nocy, to ogarnia mnie od razu chłód. Czuję, jak ciepło odpływa z dłoni i stóp, a twarz staje się lodowata, jak u umarlaka. Byłem na wakacjach u mojego wujowstwa na wsi i kuzynka zabrała mnie na ichnią dyskotekę, tyle tylko że musieliśmy dojechać do sąsiedniej wsi. Gośka poczuła się źle, głowa ją rozbolała, więc po jakiejś godzinie zabawy pojechała do domu. Ja zostałem, bo poznałem fajną dziewczynę i chciałem jeszcze potańczyć. Przyszło mi potem wracać na nogach, a wstawiony byłem nieźle. W połowie drogi spotkałem kobietę, która przytrzymywała mnie za rękę i ciągnęła za sobą. Nic nie mówiła, nie odzywała się nawet, gdy ją o coś pytałem. Po 2,3 minutach szamotaniny nagle tak zniknęła, jak się pojawiła, a ja od razu wytrzeźwiałem. Miałem kontakt z prawdziwą zjawą.

AKTORZY
drugia notatka

Na wakacje pojechaliśmy nad morze. Chciało się nam kąpieli i byczenia na plaży, więc wybraliśmy Niechorze. Plaża ładna, szeroka, czysta, a do tego wiele się jeszcze tam działo. Pomijam te wszystkie budowle nad morzem - zamki, zjeżdżalnie, które poustawiane były tam specjalnie dla dzieci, ale najważniejsze było to, że stale spotykalśmy tu jakieś znane osoby z wielkiego świata. Spotkanie z Lindą będziemy pamiętać do końca życia. Przechadzał się z żoną nad samym morzem, a nasza córa nie mogła wytrzymać i pobiegła poprosić o autograf. Autograf, autografem, ale później okazało się, że aktor mieszka tam, gdzie i my, a do tego jadał przy sąsiednim stoliku. Jak w ostatnim dniu pobytu w Niechorzu spotkaliśmy przy latarni Radka Pazurę, moja córka była cała w skowronkach. Nie codziennie można sobie przecież zrobić zdjęcie ze znanym aktorem. Od tego czasu takie zdjęcia to jej obsesja.

KARUZELA
pierwsza notatka

Gdy do naszego miasta przyjechało pierwszy raz wesołe miasteczko, wszyscyśmy zaraz po szkole biegli, żeby pojeździć karuzelą, lub na diabelskim młynie. Po latach chadzałem do wesołego miasteczka ze swoim małym synkiem, bo tak jak i ja był zaaferowany tym wielkim wydarzeniem w naszej małej społeczności. Ostatniej niedzieli, zaraz po obiedzie zabraliśmy z żoną Adasia na przejażdżkę karuzelą, a żona tej naszej wyprawy o mało zdrowiem nie przypłaciła. Już mieliśmy naszego malucha wsadzać na jednego z koników, które są na karuzeli, ale Adaś uciekł nam do strzelnicy. Opatrzność widać czuwała nad nami, bo gdy nasz synek celował w puszki, żeby wygrać pluszowego misia, to na karuzeli wydarzył się wypadek. Jeden z dzieciaków z konika spadł i tak się nieszczęśliwie stało, że wpadł pod karuzelę. Cały połamany. Poczułem się jak bohater filmu "Oszukać przeznaczenie".