Mój pamiętnik

Polecamy:

Mój pamiętnik
historie z mojego pamietnika

Oto trzy wybrane notatki:

ZŁAZ NOCNY
trzecia notatka

Jedną w moich najbardziej ulubionych przygód młodości był złaz nocny. Wszyscy nie mogliśmy się wprost doczekać, kiedy ta impreza w końcu nadejdzie. Celem naszej nocnej eskapady był zamek Chojnik. Moja grupa wchodziła na górę od strony Zachełmia - to jedno z piękniejszych wejść na szczyt. Wszystko szło nam jak z płatka, gdy jeden z naszych kolegów załamał nogę. Później okazało się, że był to wysłannik i specjalny zwiadowca naszych przeciwników, który miał nam tylko przeszkadzać. Markował tylko złamanie, to tak naprawdę z jego nogą wszystko było w porządku. Moja zasługa, że zauważyłem że kolega symuluje, powiązałem kilka faktów i nabrałem pewności, że mamy do czynienia z dywersją przeciwnika. Wzięlismy "wroga" do niewoli, na miejscu byliśmy pierwsi, zgarnęliśmy wszystkie trofea. Ja zdobyłem kilka cennych harcerskich sprawności.

KARUZELA
drugia notatka

Gdy do naszego miasta przyjechało pierwszy raz wesołe miasteczko, wszyscyśmy zaraz po szkole biegli, żeby pojeździć karuzelą, lub na diabelskim młynie. Po latach chadzałem do wesołego miasteczka ze swoim małym synkiem, bo tak jak i ja był zaaferowany tym wielkim wydarzeniem w naszej małej społeczności. Ostatniej niedzieli, zaraz po obiedzie zabraliśmy z żoną Adasia na przejażdżkę karuzelą, a żona tej naszej wyprawy o mało zdrowiem nie przypłaciła. Już mieliśmy naszego malucha wsadzać na jednego z koników, które są na karuzeli, ale Adaś uciekł nam do strzelnicy. Opatrzność widać czuwała nad nami, bo gdy nasz synek celował w puszki, żeby wygrać pluszowego misia, to na karuzeli wydarzył się wypadek. Jeden z dzieciaków z konika spadł i tak się nieszczęśliwie stało, że wpadł pod karuzelę. Cały połamany. Poczułem się jak bohater filmu "Oszukać przeznaczenie".

ZIELONA GRANICA
pierwsza notatka

Czasy to były nieciekawe, bo jeszcze zamierzchłego socjalizmu, ale staraliśmy się tę ponurą rzeczywistość rozświetlić ciągle nowymi wydarzeniami. To, co chę powiedzieć może się wydać komuś skrajnie nieodpowiedzialne i co najmniej głupio ryzykanckie, ale dla nas to były swego rodzaju zawody i ogromna dawka adrenaliny. W górach wojsko stale patrolowało szlaki i nie wolno się tu było pokazywać bez dowodu osobistego. Ja i 2 moi koledzy przełaziliśmy nielegalnie na czeską stronę. Nigdy w życiu nas nie złapali, choć raz zauważyli, że przeszliśmy. Gdybyśmy się dali złapać, to na pewno nie ominęłaby nas puszka, dobre 5, a może więcej lat. A było blisko. To był prawdziwy pościg, jak za przestępcami w filmie. Gdy sobie to wspominam, to aż mnie ciarki przechodzą - jaki to młody człowiek bywa głupi. Tak zwyczajnie dla sportu bylibyśmy wzięci zapewne za szpiegów.