Mój pamiętnik

Polecamy:

Mój pamiętnik
historie z mojego pamietnika

Oto trzy wybrane notatki:

ZIELONA GRANICA
trzecia notatka

Czasy to były nieciekawe, bo jeszcze zamierzchłego socjalizmu, ale staraliśmy się tę ponurą rzeczywistość rozświetlić ciągle nowymi wydarzeniami. To, co chę powiedzieć może się wydać komuś skrajnie nieodpowiedzialne i co najmniej głupio ryzykanckie, ale dla nas to były swego rodzaju zawody i ogromna dawka adrenaliny. W górach wojsko stale patrolowało szlaki i nie wolno się tu było pokazywać bez dowodu osobistego. Ja i 2 moi koledzy przełaziliśmy nielegalnie na czeską stronę. Nigdy w życiu nas nie złapali, choć raz zauważyli, że przeszliśmy. Gdybyśmy się dali złapać, to na pewno nie ominęłaby nas puszka, dobre 5, a może więcej lat. A było blisko. To był prawdziwy pościg, jak za przestępcami w filmie. Gdy sobie to wspominam, to aż mnie ciarki przechodzą - jaki to młody człowiek bywa głupi. Tak zwyczajnie dla sportu bylibyśmy wzięci zapewne za szpiegów.

TURCJA
drugia notatka

Takiej historii nie chciałby przeżyć żaden człowiek. Byliśmy z dziewczyną na wakacjach w Turcji i czas spędziliśmy miło. Oboje byliśmy zadowoleni z pobytu i aż nam było żal wyjeżdżać. Na lotnisku w Ankarze pojawiliśmy się dobrą godzinę przed odprawą, żeby uniknąć niepotrzebnego stania w kolejce, czego naprawdę nienawidzę. Bagaż zostawiliśmy w przechowalni i poszliśmy do tamtejszej restauracji, by przed wylotem skosztować jeszcze kebaba. Przy odprawie urzędnik znalazł w mojej walizce jednak narkotyki - to tak, jakbym dostał obuchem w głowę. Mogłem się tłumaczyć, ale czy moja dziewczyna wierzyła? Spędziłem cały dzień na policji, na przesłuchaniach, które zmieniały się z godziny na godzinę na coraz mniej cywilizowane. Po około 10 godzinach koszmaru zwolniono mnie jednak, bo się okazało, że w przechowalni bagażu przemytnicy namierzali lecących do Warszawy i pdkładali im narkotyki. Przeżyłem grozę, ale udało mi się uniknąć bezodstawnego oskarżenia - do Turcji już nie pojadę.

ZŁAZ NOCNY
pierwsza notatka

Jedną w moich najbardziej ulubionych przygód młodości był złaz nocny. Wszyscy nie mogliśmy się wprost doczekać, kiedy ta impreza w końcu nadejdzie. Celem naszej nocnej eskapady był zamek Chojnik. Moja grupa wchodziła na górę od strony Zachełmia - to jedno z piękniejszych wejść na szczyt. Wszystko szło nam jak z płatka, gdy jeden z naszych kolegów załamał nogę. Później okazało się, że był to wysłannik i specjalny zwiadowca naszych przeciwników, który miał nam tylko przeszkadzać. Markował tylko złamanie, to tak naprawdę z jego nogą wszystko było w porządku. Moja zasługa, że zauważyłem że kolega symuluje, powiązałem kilka faktów i nabrałem pewności, że mamy do czynienia z dywersją przeciwnika. Wzięlismy "wroga" do niewoli, na miejscu byliśmy pierwsi, zgarnęliśmy wszystkie trofea. Ja zdobyłem kilka cennych harcerskich sprawności.